Jest późny wieczór, prawie nikogo w pokoju wspólnym, gwiazdy za oknem, ogień przygasa. Pakujesz książki, żeby iść spać, kiedy przypominasz sobie, że masz następnego dnia test z numerologii. Nienawidzisz tego przedmiotu, jesteś już zmęczony, ale egzamin stanowi jedną czwartą oceny końcoworocznej. Co robisz?
Robisz sobie mocną kawę i siadasz nad książkami. Starsz się przerobić jak najwięcej materiału, choć oczy same się zamykają. Osttecznie wypijsz trzy kubki kawy, robisz w międzyczasie dwie drzemki, ale przerabiasz większość zadanych tematów.
Przeglądasz notatki, zapamiętując najważniejsze rzeczy. Siedzisz nad nimi godzinę, co dziesięć minut powtarzając każdą przypomnianą rzecz. Potem jednak idziesz spać, mając zamiar jeszcze kolejnego dnia posiedzieć nad tym z przytjaciółmi przy śniadaniu, żebyście nawzajem uzupełnili swoją wiedzę.
Czytasz najważniejsze informacje, próbujesz spamiętać jedynie kluczowe punkty. Kartkujesz dodatkową księgę, szukając sposoób na szybkie zapamiętywanie i używasz kilku brzmiących najsensowniej, podczas nauki. Ostatecznie wleczesz się do sypialni z jako taką znajomością tematu, a rzeczy, których nie umiesz zawierasz w magicznej ściądze, licząc, że nauczyciel jej nie zauważy.
Kartkujesz książkę od numerologii, jednak szybko się załamujesz, widząc ilośćwymaganego materiału. Robisz sobie jedną kawę, jednak i tak po dwóch godzinach się poddajesz, gdyż mimo starań ciągle wiesz za mało. Wreszcie odpuszczasz, postanawiając następnego dnia poprosić nauczyciela, żeby przełożył sprawdzian.
W młodości miałeś zatarg z przyjacielem. Wasze kłótnie trwały kilka miesięcy, ciągle przybierając na sile. W końcu po pół roku, zupełnie zerwaliście kontakt, pełni nienawiści dla siebie nawzajem. Tamte wydarzenie wywarło na ciebie ogromny wpływ, utrudniając kontakty z ludźmi, jednak wiesz, iż przyjaciel ma ogromne kompleksy z powodu rzeczy, jakie mu nagadałeś w gniewie. Kilka lat później znowu się spotykacie, a on pyta, czy moglibyście spróbować odnowić znajomość. Jak reagujesz?
Chwilę się zastanawiasz. Nie jesteś już zły, ale nadal czujesz żal. Dlatego proponujesz, żebyście spróbowali i zobaczyli, czy to ma prawo jeszcze działać.
Zgadzasz się na propozycję dawnego przyjaciela, jednak nie wierzysz, żebyście umieli znów być przytjaciółmi. Przed dwa-trzy miesiące widujecie się, piszecie, rozmawiacie, jednak później stopniowo ograniczasz kontakt, pozwalając, żeby sprawa rozeszła się po kościach.
Przyjmujesz przeprosiny, sam również przepraszasz, ale odmawiasz wznowienia znajmości. Masz już nowych przyjaciół, a próbo naprawienia waszej relacji mogłaby doprowadzić do dalszych kłótni, jeszcze bardziej raniąc was oboje.
Kilka minut się zastanawisz, aż w końcu ostrożnie wyrazasz zgodę. Jednak nie podejmujesz żadnych działań, aby wznowić przyjaźń, pozostawiając to byłemu przyjacielowi. Pozwalasz, żeby wasza relacja znów kwitła, ale bardzo powoli, sprawdzając, czy na pewno jest w tym sens.
Osoba, z jaką rozmawiałeś może kilka razy, niespodziewanie wyznaje ci uczucia, po czym ucieka spłoszona. Wiesz, że ci się nie podoba, ale z drugiej strony jesteś chwilowo wolny/a i chętnie sprawdzisz daną osobę pod kontem możliwego kandydata na partnera. Co robisz?
Biegniesz za ową osobą, zatrzymujesz i uspokajasz. Wprost tłumaczysz, że nie jesteś nią zainteresowany romatycznie, ale dodajesz, iż za mało ją znasz, aby móc stwierdzić, czy coś może między wami być, dlatego propnujesz przyjaźń, do czasu aż zdecydujesz, czy chciałbyś stworzyć z nią związek.
Krzyczysz, żeby zaczekała, podchodzisz do niej i uspokajasz, nie dając żadnej odpowiedzi na poprzednie wyznanie. Jednocześnie wysyłasz pewne sygnały, że może ci się podobać, jak założenie włosów za ucho, czy patrzenie w oczy. Chcesz dać temu szansę, a flirt jeszcze nikomu krzywdy nie zrobił.
Podchodzisz do tej osoby, kiedy tylko następnego dnia widzisz ją na korytarzu i wówczas proponujesz wspólne wyjście do kawiarni, ale bez zobowiązań.
Następnego dnia łapiesz osobę, kiedy jest sama i mówisz, iż ją lubisz, ale nie aż tak, dlatego chciałbyś zacząć od przyjaźni, a potem zobaczymy.
Dyskutujesz ze swoimi znajomymi na jakiś temat, wyrażasz swoją opinii, jednak wszyscy są jej przeciwni. Co robisz?
Z uporem powtarzasz swoje zdanie, mimo nacisku zebranych. Dyskusja narasta, szybko przybiera rozmiary kłótni. W końcu wychodzisz zdenerwowany i nie odzywasz się do przyjaciół przez następne kilka dni, półki emocje nie opadną.
Wysłuchujesz spokojnie argumentów przeciwnej strony, a potem zaczynasz je podważać, krok po kroku demaskując mylność decyzji reszty. Jednak tamci nadal obstają przy swoim, mimo przekonywań. Jesteś lekko zły, dlatego idziesz po odpowiednią książkę, żeby udowodnić swoją rację.
Tłumaczysz, dlaczego tak uważasz, wysuwając logiczne argumenty. Mówisz coraz dobitniej, lecz tamci nadal są swojego zdania. W końcu odpuszczasz. Wiesz, że masz rację. I tak któregoś dnia się o tym przekonają. Jednak przez kilka następnych dni obchodzisz do znajomych z pewną rezerwą.
Próbujesz udowodnić, że masz rację, ale pod naciskiem tłumu ulegasz, choć w duchu nadal zostajesz przy swoim.
Zawsze byłeś/łaś osobą hetero, jednak mając szesnaście lat zauważasz, że chyba trochę podoba ci się ktoś twojej płci. Przez jakiś czas próbujesz to zwalczyć, ale uczucie rośnie. Prawie każdego dnia przyłapujesz się na luźnym flircie z osobami, które powinny być poza nawiasem twoich zainteresowań. Co robisz?
Robisz wszystko, żeby zapanować nad własnymi reakcjami. Czytasz też wszelkie możliwe książki o różnicach między poszczególnymi orientacjami, chcąc sprawidzić, czy to tylko nie chwilowa faza, typowa dla okresu dojrzewania. Jednak po dłuższych badaniach musisz przyznać, że jesteś bi.
Dokonujesz szczegółowej znalizy swoich zachowań, przeprowadzasz kilka rozmów z osobami homo, delikatnie badając, jak się zorientowali, że lecą na ludzi tej samej płci. Parę miesięcy się tego wyrzekasz lecz ostatecznie musisz przyznać, iż najwyraźniej lecisz na dziewczyny oraz chłopaków.
Dokładnie analizujesz swoje zachowania, szukasz wszelkich odstępnych informacji na temat homo. Na próbę umawiasz się kilka razy z osobą tej samej płci, zeby sprawdzić, czy rzeczywiście ciągnie cię do czegoś poza flirciarskimi żartami. Po kilku randkach, już wiesz, że jesteś bi.
Wzbranisz się przed tym. Specjalnie znajdujesz partnera przeciwnej płci i chodzisz z nim kilka lat, aż nie zakochasz się bez pamięci w osobie tej samej płci. Dopiero wtedy przyznajesz, że najwyraźniej od początku byłeś homo.
Odnieśmy się do poprzedniego pytania: już wiesz, że jesteś odmiennej orientacji. Chcesz się ujawnić, ale jednocześnie kilku z twoich przyjaciół może tego nie zaakceptować. Czasem słyszałeś, jak mówili źle o gejach, czy lesbijkach. Ostatecznie postanawiasz im jednak powiedzieć. Jak to zrobisz?
Mówisz wprost, mimo gorących policzków oraz nerwów przeżerających wnętrzności. Czekasz aż spadną na ciebie baty. Na szczęście większość z nich przyjmuje informację całkiem dobrze, choć są nieco zaskoczeni. Tylko jedna osoba z obrzydzeniem odkskuje, po czym zaczyna cię publicznie wyzywać i zrywa znajomość. Przez długi czas toczycie wojnę, jednak ciebie tylko bardziej utwoerdza to w przekonaniu, iż powienienieś pokazywać, kim jesteś
Wysyłasz wyraźnie sygnały- flirtujesz przy nich z osobami tej samej płci, zaczynasz nosić typowe dla osób homo ubrania, przybierasz ich sposób zachowania, czekając aż znajmomi sami zapytają. Dopiero wtedy się im przyznajesz. Większość przyjmuje informację dobrze, tylko jedna osoba odskakuje z obrzydzeniem. Nim jednak zdąży zrobić coś jeszcze odchodzisz, pokazując, jak wiele znaczy dla ciebie jej zdanie, skoro okazała się taka fałszywa. Od tego czasu obnosisz się ze swoją orientacją, chcąc wszytskim pokzać, że masz gdzieś, co o tym myślą, bo to tylko twoja sprawa.
Mówisz kilku najbardziej zaufanym osobom, chcąc najpierw usłyszeć ich zdanie. Jedna z nich mocno po tobie jedzie, równając z ziemią, po czym zupełnie zrywa kontakty. Jesteś tym przez jakiś czas zdołowany/a, ale wracasz do siebie i coraz bardziej pokazujesz swiatu nowo odkrytą stronę siebie.
Mówisz jednej, najbliższej osobie, prosząc, żeby pomogła ci przekazać wiadomość reszcie. Jednak ta osoba gwałtownie odsuwa się od ciebie, wyraźnie pokazując, że ona nie chce już kontynuować tej znajomości. Załamy/a jeszcze przez jakiś czas ukrywasz własną orientację, aż pewnego dnia wybuchasz, aż nazbyt dobitnie pokazując ludziom, że jesteś bi. Dłuższy czas zajmuje ci oswojenie się z nową częścią siebie, ale ostatecznie tego dokonujesz.