Wstaję rano, jest Sobota. Jest 8:31 moja mama jeszcze śpi, a siostra siedzi o ogląda bajki. Idę do łazienki i myje zęby. Często myje zęby przed śniadaniem. Potem Idę na poranną toaletę, I myślę co zrobię sobie na śniadanie. Dokładnie półtorej godziny później czyli o 10:01, Lukas pisze do mnie: Hej, dziś też wyjdziemy przed blok? ODPISUJE: jasne , o 12.30? On odpisuje: ok! Idę zjeść śniadanie, I popijam je Kakaukiem :>
Ubieram buty, czapkę, lekki szalik, kurtkę i zbiegam po schodach. Filip szedł jak zwykle i mnie złapał. -Cześć Zuzia - Cześć Filip -gdzie idziesz? -Em... na spacer -mogę iść z tobą? Chyba nie masz nic przeciwko? -tak dokładnie... to do babci -podprowadze cię...co Ty na to? -em... muszę iść pa! Wiem, Filip jest nachalny, ale i tak go lubię. Potem zeszłam kolejne 3 piętra i zobaczyłam przed sobą Lukasa. -Cześć. Powiedział do mnie machając -c-cześć! Zarumieniłam się i poszłyśmy w stronę ławki.
Usiedliśmy na ławce, I około 2 godziny rozmawialiśmy. Potem Lukas poszedł do sklepu, a ja musiałam iść do domu. -Pa! Żekłam -Dozobaczenia! Odpowiedział i zaczerwienił się. Potem szybko poszłam do domu. Następnego dnia, byłam podekstytowana bo za dwa dni są moje urodziny. Ale o urodzinach przejdę w 4 cześći. Narazie jest o tym dniu, I o jutrzejszym.
Wstałam z łóżka a z dołu docierał dźwięk płaczu. Była 7:15 i mama śpi napewno i nic ja nie obudzi. Wychyliłam głowę, ( mam piętrowe łóżko) I okazało się że moja siostra płacze. -Ciii Zosia, czemu płaczesz? Zeszłam i usiadłam koło niej. Odpowiedziała mi trochę zrozumiele: -gli mi koszmal Tłumaczenie tego, co moja siostra powiedziała będzie pod spodem. Zrozumiałam, I ją przytuliłam bardzo mocno. Ona też się przytuliła i AUTOMATYCZNIE usnęła. Chrapała i chrapała a ja przy niej siedziałam. Potem poszłam do łazienki I umyłam zęby i wtedy okazało się, że mama zapisała mnie WKĄCU na zumbe, tam gdzie chodzi Blanka. I dostałam od blanki SMS o treści:
Zuza! Dziś mamy zumbę, o 10.00 pamiętasz? Odpisalam: wiem, mam plan. Fajnie będzie to mój pierwszy dzień! Napewno się nie spóźnię! Potem ubrałam się w najbardziej fajne ciuchy na zumbę, I około 9:45 wyszłam z domu. Filipa nie było BYŁ SPOKUJ. Jak wyszłam z bloku, pobiegłam w stronę ulicy, I tam zobaczyłam Pana Bronka -dzień dobry! Powiedziałam -Witaj, Zuziu! Gdzie tak się śpieszysz? -Em...Idę na Zumbę. Za 15 minut musze tam być. -O, to cie nie zatrzymuje. Jutro będę już helikopterem lecieć. Dowidzenia! -Dozobaczenia! Zrobiłam ostry zakręt i po drodze wstąpiłam do sklepu po wodę.
Potem szłam spokojnie, bo było za 10 dziesiąta a to było już blisko. Sszłam, Sszłam, aż usłyszałam płacz. Ten płacz dochodził z ławki. Na ławce leżał cały brudny chłopiec, BLONDYN i był odwrócony w stronę ławki. -Hej? Co się stało? Przez chwilę przestał płakać, odwrócił się. -chcesz wodę? Lub kanapkę? Pokiwał głową. Dałam mu kanapkę i uśmiechnęła się do mnie. -Jak masz na imie? On uśmiechnił się przez sekundę i nie odpowiedział. -Dobrze, smacznego. Odpowiedziałam Ten chłopiec wyglądał mi na około 8-9 lat, może 10.